In Southern Laos, close to the Cambodian border, Mekong – one of the longest Asian rivers – bulges to a breadth of 14 km. In this incredible area there are so many islands ans islets that the name of the place – Si Phan Don (which literally means “Four Thousand Islands” ) –  isn’t that big of exaggeration.

Na południu Laosu, nieopodal granicy z Kambodżą, Mekong – jedna z największych rzek Azji – osiąga szerokość aż 14 kilometrów. Na tej olbrzymiej wodnej powierzchni jest tak wiele wysp i wysepek, że nazwa miejsca – Si Phan Don – (czyli po polsku Cztery Tysiące Wysp) nie wydaje się wcale przesadzona.

012

Mekong is 4350 km long, its source lies in the Tibetan Plateau and the river finishes its journey in the South China Sea. Si Phan Don, a place where time passes by slowly, marks the river’s widest reach. This place is also pretty much how I used to imagine this part of Asia: boats are by far the most common mean of transport, people live in harmony with nature and the atmosphere here is full of peace and tranquility. Few years ago Si Phan Don was an off the beaten track place, now each year there are more and more tourists coming to the islands but still it’s far from crowded places like Thailand. We’ll see how it’s going to look like in a couple of years…

Rzeka Mekong liczy płynie przez 4350 km, jej źródła są na Wyżynie Tybetańskiej, uchodzi zaś do Morza Południowochińskiego. Osiąga największą szerokość właśnie tutaj, w Si Phan Don, czyli w miejscu, w którym czas płynie wolniej i które zarazem było ziszczeniem moich wyobrażeń o tej części Azji: łodzie są tu głównym środkiem transportu, ludzie żyją w harmonii z naturą i rytmem świtu i zmierzchu, a atmosfera jest pełna pokoju i spokoju. Jeszcze kilka lat temu Si Phan Don było miejscem niemalże nieznanym wśród zachodnich podróżników, teraz z roku na rok jest ich coraz więcej, ale daleko temu miejscu do na przykład zatłoczonej turystami Tajlandii. Zobaczymy, jak to będzie za parę lat…

DSC_1162DSC_1157DSC_1144 — kopiaDSC_1317 — kopiaDSC_1318 — kopiaDSC_1322 — kopia

Now there are few pubs built mostly for the international guests but the vast majority of “bars” and small “restaurants” are basically places in locals’ houses where we can taste Asian cuisine. As tourism in Si Phan Don is a new phenomenon there’s no proper infrastructure: if you look for accommodation there you’ll find rooms for rent in traditional Lao houses, bungalows or teepees. When it comes to bar – as I have already written – in Si Phan Don these are usually terraces or gardens in people’s houses. One morning I ordered fried eggs for breakfast, then I heard the restaurant owner saying something to her daughter who left a minute later. Just a moment later I saw her coming back with a bag full of fresh eggs. Then she finished getting ready for school and headed towards the boat which each morning takes children to the school in a nearby island.

In the evening I dined with the locals: the cook prepared meals for the restaurant clients and her family in the same time. I must admit that I really enjoyed being close to Laotians and how open they are – and that’s the same nation I found rather reserved in Pakse!

Pojawiają się powoli bary zakładane typowo pod międzynarodowych przybyszów, jednak zdecydowaną większością pozostają knajpki i restauracyjki w domach Laotańczyków, w których skosztować możemy typowo azjatyckiej kuchni. Jako że ruch na Si Phan Don jest nowym fenomenem, nie ma jeszcze typowo turystycznej zabudowy: większość miejsc do spania to pokoje w domach mieszkańców wysp bądź malutkie bungalows czy tipi. Knajpy natomiast, tak jak już pisałam, są zazwyczaj po prostu w domach: kilka stolików postawionych na tarasie bądź w ogrodzie.. Któregoś dnia rano zamówiłam na śniadanie jajka sadzone, chwilę po złożeniu zamówienia właścicielka miejsca powiedziała coś swojej kilkuletniej córce, która wyszła z domu i wróciła za chwilę z siateczką świeżych jajek. Zaraz potem przygotowała się na wyjście do szkoły i udała w kierunku łodzi, którą dzieciaki płyną do szkoły na najbliższej wyspie.
Wieczorami w restauracjach na Si Phan Don miałam z kolei okazję jeść razem z tubylcami: pani w kuchni przygotowywała jednocześnie potrawy dla klientów oraz kolację dla rodziny. Muszę przyznać, że bardzo podobała mi się ta bliskość i otwartość Laotańczyków – tego samego narodu, który w Pakse wydał mi się dość skryty.

DSC_1328DSC_1355DSC_1205

My stay in Si Phan Don was between two islands: Don Det and Don Khon. That part of my trip to Asia wasn’t focused on proper visiting but rather enjoying the amosphere of the place: I biked there, discovered many beautiful places and waterfalls and chilled by the Mekong River. I couldn’t spend my whole holidays like that but two days spent in Si Phan Don were well deserved relax before visiting Angkor Wat just a couple days later.

Mój pobyt na Si Phan Don podzieliłam na dwie wyspy: Don Det i Don Khon. Ta część podróży po Azji pozbawiona była typowego zwiedzania, tutaj jeździłam po okolicy rowerem, odkrywałam urocze zakątki i kolejne wodospady oraz odpoczywałam u brzegów Mekongu. O ile nie wyobrażam sobie spędzać tak całego wyjazdu, o tyle dwa dni na Si Phan Don były wspaniałe i były słodkim lenistwem przed intensywnym zwiedzaniem Angkor Wat kilka dni później.

Here I slept in Si Phan Don: first night in a teepee and the second one in a rented room with a Leo family // W tych miejscach spałam w Si Phan Don: pierwsza noc w tipi, a druga w wynajętym u tubylców pokoju w ich domu:

received_10204601783481298DSC_1360

Beautiful waterfalls / Piękne wodospady:

DSC_1211DSC_1218DSC_1222

And some more snaps from Si Phan Don: // I jeszcze więcej zdjęć z Si Phan Don:

002003004005006007008009010011013