It’s been almost 2 months since I moved to Iceland. All the time I have been focused on making the most of this experience and get to know the country as much as I can. Although much is still to be discovered, I think I can say that my attempt to get an insight into the Icelandic geography, culture and lifestyle has been successful.

01
At the beginning of my stay here I had to get to used to two main things: daylight almost all the time and the fact that everything here is smaller. Towns, distances… everything. Well, except for people. People are pretty tall.
To give you an example of how small Reykjavik is, I can quote my Icelandic friend who says he lives quite far from my place – 10 minutes driving. Yes, 10 minutes driving is pretty much here in Iceland. Also, if you’re stuck in a traffic jam for about 5 minutes, then we can talk about a very busy moment on Icelandic roads.

Another thing I learnt about Iceland is the importance of swimming. It’s not just a sport, this is a national aptitude and a vital actvity. Swimming (with some elements of life saving) is in the school curriculum. This attitude is quite understandable in Iceland, where until very recently the society was profoundly bound to life on the sea. Moreover, natural hots springs are literally everywhere, so swimming and relaxing in the water is without a doubt a part of the Icelandic lifestyle.

As a linguist, I find the Icelandic language pretty interesting. Its history and the fact that is hasn’t changed much for eight centuries are just amazing. Moreover, as in every language, in Icelandic there are some words or phrases that cannot be literally translated into other languages. One of my favourite ones is GLUGGAVEDUR: it is used when the weather seems great when you’re looking through a window from inside, but is actually cold when you go outside. Well, simply window-weather! Another funny one is KVIÐMAGUR: it is used to describe guys or girls who have slept with the same person. Literally it means “abdomen-brother-in-law”.

That’s about Iceland in general… When it comes to my personal experience, I can say that during my first two months in Iceland I have:

– been to 3 natural hot pots (in Laugar, Hveragerdi and Snaefellness)
– have seen sunsets after midnight and sunrises a couple of hours later
– seen whales, seals and dolphins in their natural habitats
– lived on a deserted island
– had my first Icelandic classes
– met people who believe in elves and trolls
– driven in the South Shore (which is beautiful, I love driving in Iceland! Landscapes change every 10 minutes and driving is so peaceful and simply amazing)
– learnt how to play chess
– met many different people from all over the world, including the first person from Brunei – before I had never met a person from this country.

I hope that the remaining three months will be as exciting as May and June!

Od mojej przeprowadzki na Islandię minęły już niemal dwa miesiące. Przez cały ten czas starałam się korzystać jak najlepiej z pobytu w tym cudownym kraju i mimo że wiele jest jeszcze do odkrycia, to myślę, że mogę powiedzieć, iż udaje mi się realizować misję poznania geografii, kultury i życia na Islandii.

DSC_1316
Po przyjeździe tutaj musiałam się przyzwyczaić przede wszystkim do tego, że 1) jest jasno prawie cały czas 2) wszystko jest tu małe. Miasta, odległości między miejscami… Wszystko – poza ludźmi, ludzie są tu bardzo wysocy.
Przykładem tego, jak mały jest Reykjavik mogą być słowa mojego islandzkiego znajomego: twierdzi on, że mieszka daleko ode mnie – 10 minut jazdy samochodem. Tak, 10 minut samochodem to dla Islandczyków daleko. Ponadto, gdy stoi się w korku 5 minut, to można już mówić o godzinach szczytu i trudnościach na drogach.

Kolejną ciekawostką dotyczącą Islandii jest waga, jaką przykłada się tutaj do pływania. To nie tylko sport, ale narodowa zdolność i popularny sposób na spędzanie wolnego czasu. Pływanie (z elementami ratownictwa) jest w podstawie programowej islandzkich szkół. Jest to dość zrozumiałe w tym kraju, który jeszcze całkiem niedawno był bardzo związany z życiem na morzu. Poza tym niemalże wszędzie można znaleźć naturalne gorące źródła, więc pływanie i relaks w wodzie to bez wątpienia część stylu życia na Islandii.

Jako językoznawca zwracam dużą uwagę na islandzki i uważam, że ten język jest bardzo interesujący. Jego historia oraz fakt, że przez osiemset lat pozostał niemal niezmienny są naprawdę ciekawe. Ponadto, jak w każdym języku, także w islandzkim występują słowa i pojęcia, które trudno dosłownie przetłumaczyć. Jednym z moich ulubionych jest GLUGGAVEDUR: słowo to używane jest by opisać pogodę, która zza okna wygląda wspaniale, natomiast gdy wyjdzie się na zewnątrz jest zimno i nieprzyjemnie. Cóż, po prostu pogoda do oglądania przez okno! Inne śmieszne słowo to KVIÐMAGUR: używane mówiąc o dziewczynach bądź chłopakach, którzy przespali się z tą samą osobą. Dosłownie abdomen-brother-in-law”.

Tyle ogólnie o Islandii… Natomiast jeśli chodzi o moje doświadczenia tutaj, mogę powiedzieć, że w ciągu dwóch miesięcy spędzonych w tym kraju

– byłam w trzech naturalnych ciepłych źródłach (w Laugar, Hveragerdi i na Snaefellness)
– widziałam zachody słońca po północy i wschody niewiele ponad dwie godziny później
– widziałam wieloryby, foki i delfiny w swoich naturalnych środowiskach
– mieszkałam na bezludnej wyspie
– zaliczyłam pierwsze lekcje islandzkiego
– spotkałam ludzi, którzy wierzą w elfy i trolle
– jeździłam samochodzie po południowym wybrzeżu (uwielbiam jazdę po Islandii! Krajobrazy zmieniają się co 10 minut, a jeździ się spokojnie i przyjemnie)
– nauczyłam się grać w szachy
– spotkałam wiele osób z całego świata (w tym także po raz pierwszy w życiu poznałam osobę z Brunei).

DSC_1342
Mam nadzieję, że następne trzy miesiące na Islandii będą tak wspaniałe i pełne emocji jak maj i czerwiec! 🙂

02

Advertisements